Uwaga – teksty powstały na początku XXI wieku na potrzeby czasopisma MUZYK
Te treści powstały ponad 25 lat temu, aby pomóc harmonijkarzom w nauce gry na instrumencie. Podejście do harmonijki ustnej bardzo zmieniło się przez ćwierć wieku, jednak dla osób uczących się podstaw muzyki inna perspektywa może się przydać, nawet jeżeli zawiera trochę archaiczne podejście.
Pierwsze kroki
Zakończyliśmy zabawy w majsterkowanie! Pora coś zagrać. Zajmiemy się teraz doskonaleniem gry na harmonijce. Bardzo często na płytach nawet najbardziej znanych wykonawców słychać solo zagrane na harmonijce w bardzo prosty, żeby nie powiedzieć amatorski sposób. Kilka prostych dźwięków dodaje udtworowi wdzięku. Nawet, gdy wykonawca zafałszuje nieco, wszyscy uznają to po prostu za specyfikę instrumentu. I można oczywiście poprzestać na wydaniu kilku jakże sympatycznych akordów w stylu Dylana. Warto jednak wiedzieć, że instrument systemu Richtera (harmonijka bluesowa) daje nieskończenie większe możliwości. Możemy oczywiście grać proste ballady, wiemy, że na harmonijce świetnie gra się bluesa. Ale przy odpowiednim opanowaniu instrumentu można z powodzeniem grać folk, rocka, techno (na tym polu dużo eksperymentuje Hyperharp – człowiek grający z DJ w amerykańskich dyskotekach), fusion a nawet jazz (tu największym autorytetem jest Howard Levy). Inaczej sprawa wygląda, jeśli chodzi o muzykę klasyczną. W tym wypadku lepsza będzie harmonijka chromatyczna. A to głównie ze względu na łatwość wydobywania czystych dźwięków. Harmonijka diatoniczna stwarza większe kłopoty intonacyjne, za to daje ogromne możliwości w zakresie ekspresji. Co tu dużo mówić, na bluesowej harmonijce naprawdę można dać czadu. Zanim jednak dojdziemy do tego, jak grać bluesa, czy jazz zajmiemy się podstawami.
Jaki instrument jest dobry do nauki? Najkrótsza odpowiedź – najlepszy. Wśród początkujących panuje opinia, że najpierw trzeba grać na tanich harmonijkach. Ja przychylam się raczej do opinii Jamey’a Abersolda – autora znanych podręczników do nauki jazzu – na początek możliwie najlepszy instrument, nie ma sensu tracić czasu na pokonanie niesprawności instrumentu, lepiej od razu skupić się na grze! Polecam nowy produkt Hohnera – Marine Band Deluxe (w tonacji C-dur), ze względu na łatwość wydobywania dźwięku I zwiększoną trwałość stroików. Taka harmonijka kosztuje około 120 złotych. Jeśli ktoś jednak nie dysponuje taką kwotą, można też ostatecznie spróbować uczyć się na harmonijce Parrot za 12 złotych (innych w podobnej cenie nie cenię).
Aby zacząć naukę gry nie musimy trzymać instrumentu w jakiś specjalny sposób. Trzeba wiedzieć, że niskie tony powinny być po lewej stronie. Jednak znam I takich harmonijkarzy, którzy trzymając instrument odwrotnie radzą sobie bardzo dobrze. Właściwa orientacja harmonijki nie ma wpływy na brzmienie instrumentu, ale ułatwi nam znalezienie właściwego dźwięku, gdy będziemy mówić, że jakiś dźwięk znajduje się na kanale trzecim na zadęciu. Większość harmonijek posiada na górnej pokrywie numery od 1 do 10 oznaczające właśnie kolejność kanałów. Jeśli jednak ktoś już od dawna gra na harmonijce „do góry nogami“, lepiej niech już gra po swojemu. Przestawianie się na odwrotny sposób trzymania może spowodować trudności w zagraniu nawet najprostszych melodii przez wiele miesięcy. Lewa ręka zwykle trzyma harmonijkę, podczas gdy prawa służy do wykonywania wibrata ręcznego. Tą techniką, jak I szczegułowym ułożeniem dłoni zajmiemy się jednak póżniej. Teraz pamiętajmy, aby dłońmi nie zakrywać całkowicie harmonijki. Taką tendencję mają osoby zaczynające swą przygodę z harmonijką, gdy nie są pewne, tego co grają. Wtedy harmonijka brzmi ciszej I nie słychać błędów, które popełniamy. Starajmy się grać na otwartej harmonijce, lepiej własne błędy wysłyszeć I je naprawić. Trzeba grać odważnie.
Zadęcie powinno być umiarkowane. Zbyt mocne uderzenie powietrzem w stroiki może spowodować ich zniszczenie! Trzeba dmuchać z umiarem. Dla niektórych osób zaskoczenie wywołuje fakt, że w harmonijce powietrze się nie tylko dmucha, ale też wciąga. Spróbujmy objąć ustami kilka kanałów, na przemian dmuchać I ciągnąć powietrze. Posłuchajmy, jakie zmiany dźwięku występują przy zmianie kierunku powietrza. Można tak poeksperymentować w różnych miejscach harmonijki. Jako kolejne ćwiczenie dla początkującego polecałbym dołożenie ruchu harmonijki. Wdychając I wydychając powietrze przesuwajmy powoli instrument wzdłuż ust. Usłyszymy, że harmonijka gra raz wyższe, a raz niższe dźwięki.
Aby można było przystąpić do następnych ćwiczeń musimy opanować wydobywanie pojedyńczych dźwięków. I tu od razu uwawga. Spotykam się czasem z ostrymi protestami początkujących harmonijkarzy, którzy twierdzą, że klasycy instrumentu grali całymi akordami. Nikogo nie namawiam do gry wyłącznie pojedynczymi dźwiękami. Natomiast ta umiejętność będzie niezbędna do wykonania szeregu ważnych ćwiczeń, już nie wspominając o zagraniu melodii. Jest kilka sposobów wydobywania pojedynczych dźwięków. Nas najbardziej będzie interesowała metoda, którą bedziemy nazywali „ryjek“.

Musimy ułożyć usta jakbyśmy mieli gwizdać. Powietrze powinno wydobywać się wązkim strumieniem. Tak ukształtowane usta powinny trafić dokładnie w środek kanału. Usta są doskonale unerwione, dlatego kierujmy się zmysłem dotyku, aby wyczuć, gdzie znajduje się kanał harmonijki. „Ryjek“ umożliwi nam opanowanie innych zaawansowanych technik gry na harmonijce. Są jednak osoby, które mają ogromne kłopoty z wydobywaniem pojedynczego dźwięku w ten sposób. Do wydobycia pierwszych pojedynczych dźwięków mogą pomóc sobie językiem.

Na rysunku 2 widać właśnie język (cimniejsza czerwień) „obejmujący“ kanał harmonijki. Musimy zwinąć język w rurkę (ale nie poprzeczną, tylko wzdłuż języka, możemy nawet w ramach ćwiczenia zwinąć pare razy język przed lustrem), przykładamy harmonijkę, aby język obejmował kanał od dołu I po bokach. I tu znów pomocny bardzo będzie zmysł dotyku języka. Starajmy się wyczuć językiem, gdzie znajdują się zęby grzebienia ograniczające kanał. A teraz spróbujmy dmuchnąć. Czy harmonijka gra już pojedynczym dźwiękiem. Jeśli jeszcze się nie udaje, możemy spróbować metody polecanej w gre na harmonijce chromatycznej.

To widoczne na rysunku 3 blokowanie językiem. Harmonijkę obemujemy szeroko ustami, po czym część kanałów z jednej strony ust zakrywamy językiem. Z dugiej strony pozostawiamy mały otwór, którym powietrze dostanie się do harmonijki. Zwracam uwagę, że to ułożenie ust, w przeciwieństwie do dwu poprzednich jest niesymetryczne, gramy trochę bokiem. Takie ułożenie ust do bluesa nam się nie nada, ale pozwala na łatwe wydobywanie czystych, mięsiście brzmiących dźwięków. Po jakimś czasie I tak będziemy musieli spróbować wrócić do „ryjka“ jeśli chcemy opanować techniki takie jak bending.
Warto zagrać gamę, aby zorientować się w układzie dźwięków. Zaczynamy od 4-go kanału na zadęciu. Tu znajduje się dźwięk C. Następny, D zagramy na tym samym kanale wdychając powietrze. Na 5-tym kanale znajdują się dźwięki E – na zadęciu I F na przyssaniu. Na 6-tym znajdziemy G na zadęciu I A na przyssaniu. I na 7-mym niespodzianka – dźwięk H na przyssaniu I C na zadęciu. Ta zmiana kolejności (najpierw przyssanie a potem zadęcie) powoduje, że kolejny dźwięk C jest „dmuchany“ jak poprzedni (o oktawę niższy). Po opanowaniu gamy C-dur możemy spróbować zagrać kilka prostych melodii ze słuchu.
Wywiad z Carlosem del Junco
Najlepszy uczeń Howarda Levyego, znany z tego, że łączy jazzową harmonię, technikę overblow z pięknym i mocnym bluesowym brzmieniem. W 1993 roku wygrał Hohner World Harmonica Championship w dwu kategoriach – harmonijka diatoniczna – blues i jazz. 1997-2005 co roku laureat Canadian Maple Blues Award’s – najlepszy harmonijkarz w Kanadzie. W 2006 wykładał na warsztatach harmonijkowych w Trossingen, gdzie rozmawiał z Krzysztofem Gąszewskim.

Krzysztof Gąszewski: Jak wymawia się twoje nazwisko? Słyszałem, jak mówią o tobie [del dżanko]!
Carlos Del Junco: Tak, wiem o tym. Kanadyjczycy, często tak mówią. To hiszpańskie nazwisko, wymawia się [del Hunko]. Słyszałem też, że Szwedzi wymawiają moje nazwisko [del junko] ale nie mieszkam w Szwecji, więc nie ma problemu.
KG: Jak zaczynałeś swoją przygodę z harmonijką?
CJ: Miałem 14 lat. Mój przyjaciel grał na gitarze i na harmonijce w uchwycie. Wiesz, jak to wygląda, taki kawałek metalu na szyję. I ja uwielbiałem, to brzmienie, kiedy on obniżał dźwięki. I pomyślałem, o jeah, muszę kupić harmonijkę. Więc kupiłem instrument. Kupiłem też płytę z harmonijkarzem. Była to pierwsza płyta Paula Butterfielda, zatytuowana po prostu Paul Butterfield Blues Band, z Samem Layem na bębnach i Michaelem Bloomfieldem na gitarze. Gdy usłyszałem ten album, pomyślałem – wow, to jest coś wielkiego dla mnie! To była moja pierwsza płyta i pierwszy harmonijkarz, którego słuchałem. Oczywiście zacząłem kupować mnóstwo płyt harmonijkowych, takich wykonawców, jak Little Walter, Sonny Boy Wiliamson. Ale zawsze szukałem czegoś więcej. Idei, które będą nowoczesne i postępowe. Dlatego słuchałem takich ludzi, jak Lee Oscar. On grał w zespole War, ale też nagrał kilka solowych płyt. I choć nie był to blues, urzekło mnie piękno tej muzyki wypływające ze sposobu, w jaki wydobywał dźwięk z harmonijki i dzięki jego bardzo melodyjnym pomysłom. To były moje początki. To zabawne, że po 34 latach wciąż słucham nagrań harmonijkarzy. I choć często słucham Sonny Boya, Sonnego Terryego (Joe Filisko wkręcił mnie ostatnio w Sonnego Terryego), to jednak teraz częściej słucham takich gości, jak Kim WIlson.
KG: Domyślam się, że uczyłeś się grać, słuchając płyt tych wykonawców.
CJ: Dokładnie! To były jeszcze stare, czarne, winylowe płyty!
KG: W jendnym z numerów MUZYKA był wywiad z gitarzystą Gregiem Howe, który rozpracowując solówki potrafił palcem zwolnić tak płytę, aby nie zmienić tonacji. Jaka była twoja metoda?
CJ: Mieliśmy w domu stary magnetofon, który miał dwie prędkości. Kiedy nie mogłem rozgryżć jakiejś solówki i słyszałem tylko takie turururu, przełączałem go na wolne obroty i wtedy miałem takie tuuuuruuuuruuuruuu i wtedy słyszałem dokładnie, co zostało zagrane. Teraz są lepsze narzędzia. Używam programu Transcribe! firmy Seventh String Software. Ten program pozwala na zwalnianie utworów z doskonałą jakością z zachowaniem tej samej tonacji. Ale nie tylko. Można nad ścieżką dźwiękową robić notatki, rozpisać harmonię, podzielić utwór na takty, co ułatwia często interpretację solówki. Jednym kliknięciem można dowolnie zmieniać tonację utworu, co pozwala na ćwiczenie tej samej solówki w różnych tonacjach na jednej harmonijce. Program posiada też okno z klawiaturą fortepianową. Przyciskając poszczególne klawisze możemy sobie ułatwić odgadywanie niewyraźnie brzmiącego tonu w solówce. Poza tym Transcribe! sam zgaduje, jaki dźwięk jest grany w zaznaczonym fragmencie.
KG: A kiedy zacząłeś szukać nauczyciela?
CJ: Na samym początku, kiedy miałem 16, 17 lat, brałem po dwie, trzy lekcję u różnych gości, którzy grali naprawdę dużo. A potem, kiedy miałem 30 lat poznałem Howarda Levy’ego. Cztery lata z rzędu uczyłem się na jego warsztatach w 10-osobiwej grupie w USA.
KG: Dlaczego wybrałeś właśnie Howarda Levyego?
CJ: O, bo bardzo lubiłem ten dźwięk, wiesz, kiedy grał chromatycznie na diatonicznej harmonijce! Kiedy już wiedziałem, jak uzyskać overblow, pomyślałem sobie: człowieku, teraz możesz zagrać wszystko! I powiedziałem wtedy do siebie – ja naprawdę tego właśnie chcę! Więc zacząłem ćwiczyć skale i pisać tabulatury dla siebie. Harmonijkowe tabulatury. Właśnie ten system pokazywałem wam na warsztatach. Potem ćwiczyłem powoli, aż te wszystkie skale weszły mi w krew.
KG: Czy zanim trafiłeś do klasy Howarda Leviego słuchałeś dużo jazzu?
CJ: Oczywiście.
KG: Jakich jazzmanów lubiłeś, zanim zdecydowałeś się uczyć grać jazz?
CJ: Myślę, że ta naprawdę to nigdy nie wszedłem w jazz na całego. Lubię bardzo twarde brzmienie bluesa i staram się łączyć oba gatunki. Kiedy miałem 20 lat, bardzo lubiłem Miles’a Davis’a, Canonballa Adderleya. Jednak najczęściej słuchałem Stana Gaetza. Naprawdę, bardzo lubię sposób, w jaki on grał na saksofonie, ten syk powietrza. Długo próbowałem uzyskać na harmonijce takie fffo ffffo, no wiesz! Kiedy nagrywasz na dobrym mikrofonie, jesteś w stanie uzyskać to saksofonowe brzmienie na harmonijce. Na koncercie, gdy ludzie są naprawdę bardzo cicho, staram się tak grać. Niezwykle trudno to wysłyszeć ale bardzo lubie to robić!
KG: Jak długo trzeba uczyć się skal na bluesowej harmonijce, żeby móc posługiwać się nimi biegle?
CJ: Myślę, że bardzo długo. Zacząłem ćwiczyć wszystkie skale w 12 tonacjach. Skale są niezbędne jak słownictwo. Żeby coć powiedzieć, trzeba mieć podstawy. NIestety, na początku, kiedy zacząłem ćwiczyć overblow, moja gra bardzo się pogroszyła! Na koncercie była jak khhhkkh, no wiesz! To dlatego, że to są bardzo trudne rzeczy do nauczenia. I dopiero po kilku latach zauważyłem poprawę.
KG: Ale overblow jest bardzo trudne technicznie i nie brzmi tak dobrze, jak naturalny dźwięk harmonijki. Co należy zrobić, aby mimo wszystko harmonijka „śpiewała”?
CJ: Na taką „śpiewną” grę składa się wiele czynników. Najpierw dźwięk, który chcesz zagrać musisz słyszeć w głowie. Na przykład ta melodia (tu gra coś niewiarygodnie trudnego) – bardzo trudno się to gra, choć nie ma żadnych overblowów, same bendingi. Musisz to ciągle powtarzać, powtarzać i powtarzać. To, co zagrałem, to fragment sołowki jednego ze świetnych gitarzystów. Postanowiłem, że się tego nauczę i zrobiłem to! Innym czynnikiem jest praca nad słabymi stronami naszej gry. Musisz ćwiczyć to, co dla ciebie najtrudniejsze. Jeśli coś nie mieści się w tonacji harmonijki, trzeba to ćwiczyć i ćwiczyć, słysząc głos w twojej głowie. Jeśli wiem, co chcę usłyszeć i na prawdę próbuję grać trudne rzeczy, to pomogą mi one później dotrzeć do ludzi.
KG: Jak duża jest twoja publiczność, zważywszy, że harmonijki słuchają głównie fani tradycjyjnego bluesa?
CJ: Gram muzykę różnorodną stylistycznie. I obserwuję zjawisko krzyżowania publiki, jak to nazywam. Słuchają mnie ludzie, którzy trochę lubią jazz i są też tacy, którzy lubią trochę bluesa. Zdobywam też ludzi, którzy zwykle harmonijki nie słuchają, bo nie lubią bluesa. A ludzie, którzy lubią bluesa, często też lubią, to co robię. Staram się wybrać takie rzeczy, które na harmonijce brzmią dobrze! I ludzie, którzy tego słuchają, mają z tego dużo przyjemności. Innymi słowy, mam bardzo dużą publiczność i to jest dla mnie dobre!
KG: A jak określiłbyś muzykę, którą grasz?
CJ: Zaczyna się w bluesie. Ponad 50% tego, co gram tkwi w bluesie. Zwłaszcza piosenki, które śpiewam. Nawet jeśli to jazzujący blues, swingujący blues, jump, blues nowoorleański czy mocno rockowy blues. Na pewno nie gram tradycyjnego shuffle. Druga połowa, tego, co robię jest jazzująca, ale nie nazwałbym tego jazzem. Niektóre z utworów to jazz, jak Our Man Flint z płyty Blues Mongrel (po polsku bluesowy kundel). Ten utwór to soundtrack z filmu Our Man Flynt i posiada typowe dla jazzu zmiany akordów (gra temat) – lubię go bardzo!
KG: Na zajęciach mówiłeś, że uczysz się na pamięć solówek. Zwłaszcza w jazzowych utworach. Obserwuję taką tendencję, że ludzie uczą się solówek na pamięć, aby zrobić większe wrażenie na publiczności. Ale przecież jazz to muzyka improwizowana.
CJ: Bardzo często, kiedy gram rzeczy trudne, gram je dokładnie tak, jak na płycie, ponieważ nie jestem oddany jazzowi całkowicie i na serio. Nie postrzegam siebie jako jazzmana. Staram się, aby utwory, nad którymi pracuję brzmiały naprawdę dobrze. Improwizuję, kiedy gram bluesa. Dizzy Gillespie, czytałem kiedyś o tym w książce, słynął kiedyś z tego, że noc w noc w tym samym klubie grał to samo solo w ten sam sposób, bo wiedzieł, że publiczność w danym momencie krzyknie yeah! Wielu muzyków tak robi, i chyba nie jest to aż taka zła rzecz. Jednak musisz spędzić wiele czasu, ćwicząc skale, żeby w końcu się uwolnić, tak, jak Howard. Howard Levy nigdy nie gra solówki w ten sam sposób. Ale to dlatego, że ma solidne podstawy, jest pianistą z wykształcenia, doskonale rozumie harmonię i teorię jazzu, był bardzo utalentowany, jako małe dziecko i grał od najmłodszych lat. On jest jednym z tych ludzi, których nazywam Muzykiem pośród muzyków. Dla większości ludzi jest on trudny w odbiorze, ale Levy jest zachwycający, jak John Coltrane czy Charlie Parker.
KG: Wróćmy na ziemię! Na jakim sprzęcie grasz?
CJ: Sprzęt, na którym gram cały czas troszkę się zmienia, ale mam 3 wzmacniacze, które naprawdę lubię. Pierwszy, to 7 watowy Spirit Harp Pro, tych wzmacniaczy wyprodukowano tylko 150, bo firma zbankrutowała, ale ma bardzo dobre brzmienie i mam pełną kontrolę nad dźwiękiem. Drugi to 14 watowy, bardzo rzadko spotykany wzmacniacz, którego użyłem do nagrań na płycie Blues Mongel, nazywa się Ad Amp. I w zeszłym roku kupiłem nowy, 35 watowy wzmacniacz, wielkości Bassmana Fendera. Nazywa się Victoria Lux. Niewielu ludzi zna te wzmacniacze. Firma Victoria robi bardzo dobre wzmacniacze, imitujące Fendery. Ten ma trzy 10-calowe głośniki i elektronikę opartą na modelu Princeton Fendera, z wyjątkiem mocy, ponieważ oryginalne Princetony mają od 12-18W. Brzmi właśnie jak głośniejsza wersja Princetona, ma też reverb i tremolo, bardzo go lubię i napewno nagram na nim moją następną płytę.
KG: Widziałem, że używasz bardzo nietypowego, mikrofonu do przesterowanej harmonijki.
CJ: Tak! Electovoice RE10. Używam go, ponieważ nie gram techniką tongue blosking i ten mikrofon dodaje mi trochę niskich tonów i wygodniej się go trzyma, niż typowego harmonijkowego bulleta. Oprócz tego stosuję cyfrowy pogłos – Flip Tube Echo. Do akustycznego grania używam mikrofonu Beyer M160, ma bardzo ciepłe brzmienie i jest mały. Do tego mikrofonu stosuje cyfrowy efekt Boss SE70, którego już nie produkują.
KG: A harmonijki?
CJ: Głównie gram na harmonijkach Golden Melody. Do niżych tonacji używam drewnianych korpusów, w przypadku wyższych zostawiam plastykowe grzebienie. Wszyskie harmonijki własnoręcznie customizuję, stroję i naprawiam. Ale moje najniższe harmonijki (Low Low C) to custom Marine Band od Joe Filisko.
Pełnoprawny instrument
Ostatnio pisałem, że Howard Levy popisuje się przed harmonijkową publicznością grając jeden temat we wszystkich tonacjach na bluesowej harmonijce. Inni harmonijkarze wymieniają instrumenty jedną ręką, zatykają ucho drugą, szukając odpowiedniej harmonijki, aby zagrać do utworu, którego tonacji nie znają. Ten sposób wywołuje uśmieszki wyższości u innych muzyków posługujących się swoimi instrumentami biegle w każdej tonacji. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich ludzi grających na harmonijkach diatonicznych.
A na pewno nie będzie dotyczyło ludzi traktujących harmonijkę w taki sam sposób, jak wspomniany Howard Levy. Tym razem proponuje zagrać gamę durową we wszystkich tonacjach. I znów nie jest to materiał na jeden wieczór. Nie wystarczy też zagrać kilku gam, aby zagrać swobodnie we wszystkich tonacjach. To raczej ćwiczenia techniczne, mające rozwinąć umiejętność biegłego posługiwania się bendingiem i overbendingiem. Przegranie tego raz na jakiś czas pozwoli jednak uwolnić się nieco ze schematycznych przebiegów, do których przyzwyczaja nas granie wyłącznie w II i III pozycji. Jest jeszcze jeden bonus, który zauważa się po pewnym czasie podobnych ćwiczeń. Na koncertach nagle pojawią się nam dodatkowe dźwięki, w miejscach, w których wcześniej nigdy ich nie było. Po prostu zaczemy grać szerzej, nasza stylistyka nie koniecznie bedzie musiała być mocno bluesowa, nawet, jeśli zagramy w II pozycji.
Niestety, życie harmonijkarza byłoby zbyt proste, gdyby okazało się, że tak zwyczajnie można grać na jednej harmonijce we wszystkich tonacjach. Przecież mamy jeszcze do dyspozycji harmonijki w innych tonacjach i na nich też możemy grać chromatycznie! Więcej harmonijek, to większe możliwości urozmaicania barwy. Mamy szeroką paletę brzmień do wyboru, od najbardziej chropowatej, najniższej harmonijki G a skończywszy na piszczącej F. Jak w tym wszystkim się zorientować? Pierwszym elementem, który pomoże nam w odnalezieniu się w gąszczu tonacji będzie utrwalenie typowych przebiegów dla konkretnej pozycji. Grając w tonacji D-dur na harmonijce D będziemy grali w I pozycji. Grając w tej samej tonacji na harmonijce C mamy już III pozycję. Gdybyśmy zamierzali grać na jednej harmonijce, znajomość pozycji może być zbędna po jakimś czasie. Portaktujemy wtedy nasz instrument tak, jak w tytule. Jak na przykład pianiści. Po prostu będziemy myśleli tonacjami. Ale najczęściej, w praktyce okazuje się, że jedna harmonijka nie wystarczy. Carlos del Junco, uczeń Howarda, najlepszy kanadyjski harmonijkarz, gorąco poleca uczyć się transponowania myśląc właśnie pozycjami. Gdy uczestniczyłem w jego warsztatach, gorąco namawiał swoich uczniów do takiego myślenia. Dlatego polecam w trakcie naszych ćwiczeń zapamiętać, która tonacja odpowiada konkretnej pozycji na naszej harmonijce. No i może kupimy sobie kolejną harmonijkę, choćby w D lub Es, przygotujemy według naszych wskazówek z wcześniejszych numerów Muzyka do chromatycznej gry i zmierzymy się z całym materiałem od nowa!
Na koniec tylko przypominam, że choć zapis tabulaturowy wygląda identycznie dla overblow i overdraw – wykonuje się inaczej! Liczba + litera o na kanałach od 1-go do 6-go włącznie oznacza overblow (czyli zadęcie), natomiast liczba + litera o na kanałach 7-10 to overdraw wykonywany na przyssaniu. Zapis może być mylący, gdyż normalnie dźwięki na przyssaniu zapisujemy w nawiasie! Wbrew pozorom jednak taki zapis jest jednoznaczny, gdyż na kanałach 1-6 nie ma technicznej możliwości wykonania overdraw, podobnie jest z overblow na kanałach 7-10.
